Jak się okazuje sytuacja nie jest taka prosta jak mogłoby się wydawać. Z jednej strony niższe ceny ropy mogą pobudzić polska gospodarkę i zmniejszyć koszty związane z wytwarzaniem produktów w naszym kraju. To może przełożyć się na lepsze warunki do rozwoju gospodarczego i szybszy rozwój Polski w okresie, gdy ceny ropy pozostaną niskie.
Zagrożenie, jakie natomiast wynika z tej sytuacji może jednak przeważyć doraźne korzyści, ponieważ moment, w którym ceny gwałtownie i drastycznie spadły nie wydaje się być przypadkowym. Jak donosi Economist spadek cen ropy w bardzo dużym stopniu uderzył w firmy zajmujące się niekonwencjonalnymi źródłami ropy i gazu, czyli sławnymi swego czasu w Polsce łupkami.
Po rewolucji, jaka miała miejsce w USA wiele firm zainwestowało w infrastrukturę i technologie umożliwiające eksploracje złóż niekonwencjonalnych, po czym wkroczyło w fazę spłacania inwestycji. Spadek cen ropy może dlatego być podyktowany działaniami producentów ropy ze złóż konwencjonalnych (np. Arabii Saudyjskiej), którzy są w stanie przyjąć niższe ceny ropy (koszt wydobycia jednej baryłki w AS jest bardzo niski i wynosi ok. 5-6 USD za baryłkę) by w międzyczasie pozwolić inwestycjom w złoża niekonwencjonalne zbankrutować i zahamować produkcję z łupków.
Co prawda przyczyna spadków ropy jest niepotwierdzona, ale już teraz można zauważyć, ze rzeczywiście sytuacja firm zajmujących się niekonwencjonalnymi złożami ropy się pogarsza. To natomiast może mieć bezpośredni wpływ na Polskę, bo trudno oczekiwać ze ponoszące straty firmy chętnie wezmą udział w kolejnych kosztownych odwiertach w kraju, którego rzeczywisty potencjał w kontekście łupków nie został do tej pory potwierdzony.
Dlatego patrząc krótkoterminowo możemy rzeczywiście cieszyć się ze spadków cen ropy. Patrząc jednak w dłuższej perspektywie należy pamiętać o tym, że nasze przyszłe bezpieczeństwo energetyczne może być zagrożone właśnie przez ten z pozoru pozytywny dla nas spadek.
