O autorze
Polishman in New York...

Kłóciliśmy się o sędziów zanim to było modne

CNN
Kłótnia o TK – tym krótkim zwrotem można podsumować ostatnie miesiące w polskiej polityce. Pomijając jednak w zupełności argumenty jednej i drugiej strony można spojrzeć za ocean i powiedzieć, że kłóciliśmy się o sędziów zanim to było modne.

13 lutego 2016 na farmie w Teksasie zmarł Antonin Scalia, sędzia Sądu Najwyższego USA, jeden z najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich prawników, który nieraz miał decydujący głos w sprawach rozpatrywanych przez SN. Co więcej, Scalia pełnił swoją rolę długo – został nominowany przez Ronalda Reagana jako przedstawiciel Republikanów w 1986 roku a w najbliższym czasie miał zająć się niezwykle istotnymi sprawami związanymi z imigracją, służbą zdrowia (Obamacare) oraz systemem wyborczym (one person, one vote).




Tego samego dnia Barack Obama zapowiedział powołanie nowego sędziego by uzupełnić skład SN, w którym obecnie zasiada 4 sędziów wybranych przez Demokratów i 4 sędziów wybranych przez Republikanów. Niestety właśnie z powodu obecnego „patowego” składu Sądu Najwyższego jak i zbliżających się wyborów prezydenckich decyzja ta może okazać się trudniejsza niż można by było się spodziewać.



Zapowiedź Obamy spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem większości Republikanów, którzy obecnie starają się o nominację do walki o stanowisko prezydenta. Najwięcej uwagi przyciągnęła wypowiedź Teda Cruza podczas debaty Republikanów, który stwierdził, że żaden z sędziów SN nie został powołany w ostatnim roku prezydentury. Stwierdzenie to spotkało się z krytyką prowadzącego debatę, który wskazał, że wybrany za czasów Ronalda Reagana Anthony M. Kennedy był właśnie takim przypadkiem.



Oczywiście część komentatorów politycznych była oburzona tą wypowiedzią ale co jest bardziej istotne, nowy sędzia by zostać powołanym musi uzyskać co najmniej 60 głosów poparcia w 100-osobowym Senacie, w którym obecnie większość (54) stanowią Republikanie. Trudno jednak oczekiwać, że GOP pozwoli na wybór sędziego związanego z Demokratami szczególnie, że przeważyłby on rozkład sił w Sądzie Najwyższym z niedawnego 5-4 dla Republikanów na 5-4 dla Demokratów.

Oczywiście, wszystko podobnie jak w polskim przypadku rozbija się o czas jak i interpretację prawa. Republikanie nawołują do opóźnienia powołania sędziego przy czym w przypadku szybkiej nominacji ze strony Obamy nie obyło by się bez precedensu. Wybory do Senatu jak i na stanowisko Prezydenta USA odbędą się dopiero w listopadzie a przez ostatnie 115 lat średnio mijało zaledwie 37 dni od nominacji do zaakceptowania/odrzucenia kandydatury przez Senat.

Gra jednak toczy się o wysoką stawkę i trudno spodziewać się żeby jakakolwiek ze stron byłaby usatysfakcjonowana powołaniem sędziego sprzyjającemu przeciwnemu obozowi. Dlatego też niezależnie od tego jaki będzie ostateczny wynik bitwy o Sąd Najwyższy to z pewnością można stwierdzić, że jej przebieg będzie miał istotny wpływ na to kto zostanie nowym Prezydentem Stanów Zjednoczonych i przez najbliższe miesiące z pewnością będziemy słyszeć nie tylko o polskich ale też o amerykańskich sądach.
Trwa ładowanie komentarzy...