Rekrutacja, głupcze! Czyli o tym jak sektor publiczny traci talenty.

SE.pl
Przez ostatnie kilkadziesiąt lat można było usłyszeć wiele rzeczy o sektorze publicznym. Popularne stały się hasła o darmozjadach siedzących w urzędach czy o politykach, których inteligencja pozostawia wiele do życzenia. I nawet jeżeli teza o leniach i głupkach jest prawdziwa to należy zastanowić się co jest przyczyną takiego stanu.

Kilka dni temu przeglądałem harmonogram jednej z najciekawszych konferencji za granicą – LSE Polish Economic Forum. Moją uwagę przykuł jeden element, warsztaty a w szczególności fakt, iż jeden z nich zdecydowało się poprowadzić Ministerstwo Rozwoju. Rzecz niesłychana! Ministerstwo stanęło ramię w ramię z sektorem prywatnym i postanowiło pokazać, że praca u nich też może być ciekawa.

Nie ma się co oszukiwać – najlepsze polskie uczelnie zostały opanowane przez przedstawicieli sektora prywatnego. Przechodząc się po uczelniach ekonomicznych z łatwością można spotkać reprezentantów banków, firm konsultingowych czy FMCG. Podobnie na wydziałach prawa gdzie reklamują się przeróżne kancelarie czy na politechnikach gdzie można zobaczyć przedstawicieli firm technologicznych.

Najlepsi bądź najsprytniejsi studenci rozpoczną pracę u wymarzonego pracodawcy, o którym usłyszeli na uczelni. Pozostali natomiast szukając innych możliwości przypadkowo znajdą informację, że jakieś ministerstwo oferuje jakieś darmowe praktyki, po których właściwie trudno się czegokolwiek spodziewać.

Dzięki temu sektor publiczny obecnie robi wiele by przyciągnąć jak najgorszych kandydatów. Oferuje niskie zarobki, niski prestiż społeczny pracy i niejasne perspektywy dalszego rozwoju. To wszystko dopełnia praktyka obsadzania pozostałych stanowisk „krewnymi i znajomymi królika”.

Nie możemy się jednak oszukiwać, to sektor publiczny stoi w centrum gospodarki i ustala podstawowe reguły gry dzięki którym możliwy jest rozwój firm prywatnych. Dlatego też myśląc o Polsce jako kraju doganiającym europejską czołówkę należy odłożyć wielkie plany naprawcze jak Plan Morawieckiego i w pierwszej kolejności zastanowić się jak przyciągnąć najlepszych ludzi, którzy właśnie takie plany by wdrażali.

Zacząć należałoby od ustrukturyzowania ścieżki kariery w urzędach i ministerstwach tak by potencjalni kandydaci do pracy nie tylko wiedzieli co będzie ich czekać na początku ale także po kilku latach kariery. Co więcej, inteligentna reforma zakresu obowiązków pozwoli na uniknięcie znanego z anegdot kserowania i parzenia kawy.

W drugiej kolejności istotne jest zaoferowanie konkurencyjnych wynagrodzeń względem sektora prywatnego. Nie chodzi tutaj o dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie, ważne jednak żeby pensja czy to praktykanta czy młodego pracownika sektora publicznego pozwalała na godne życie.

Po trzecie, należy ułatwić proces rekrutacji by nie zniechęcać kandydatów już na starcie. W pierwszym etapie powinno wystarczyć złożenie zwykłego CV i listu motywacyjnego a nie sterty dokumentów i zaświadczeń.

I może najważniejsze, nie należy uciekać od promocji i ramię w ramię stanąć z przedstawicielami sektora prywatnego i przekonywać studentów, że to właśnie sektor publiczny oferuje najciekawsze zadania i najlepsze warunki pracy. Przedstawiciele ministerstw powinni być obecni na targach pracy, organizować warsztaty dla studentów i pojawiać się na konferencjach.

Odnosząc się do cytatu Piłsudskiego w prezentacji podsumowującej Plan Morawieckiego „Polska albo będzie wielka albo nie będzie jej wcale” należy pamiętać, że budowę jej wielkości trzeba zacząć od reformy sektora publicznego, który stanowi podstawę funkcjonowania kraju. Nie będzie jednak to możliwe bez odpowiednich ludzi. Rekrutacja, głupcze!
Trwa ładowanie komentarzy...